Dzień jak, co dzień.
Życie muzyka jest usłane różnymi wyzwaniami. (Chociaż każdy by wolał wersję z różami!)
Trzeba się porządnie zorganizować, żeby znaleźć czas na ćwiczenie i doskonalenie swoich umiejętności. Czy jest jakiś jednolity przepis na sukces? Wydaję mi się, że nie do końca, ale warto przyjrzeć się różnym sytuacjom w historii istnienia muzyki. Jak ludzie kiedyś traktowali granie na instrumencie? I czy odpowiadałby wam taki sposób edukacji? Można powiedzieć, że metoda zanurzenia na fulla, powinna działać, co najmniej tak dobrze, jak w nauce języków? Nie wiem, ciężko powiedzieć, bo nie ma opcji, aby przenieść się do baroku. Chyba że uruchomcie wyobraźnię i zaczytacie się w ten tekst i dacie znać, co myślcie.
Jeszcze chwila, chyba że niecierpliwie pominęliście ten akapit i ciach, już czytacie kolejny. To mogę napisać tutaj cokolwiek (muahahaha). Chcę jeszcze tylko dodać, że warto zaglądać do tej sekcji Z ŻYCIA MUZYKA, ponieważ wiele można nauczyć się z innych historii i pięknie poszerzyć swoje horyzonty. Ułatwienie jest takie, że ja się zaczytuję w różnych książkach i podaję Wam już ładnie wypieczone z piekarnika na tacy, od razu na talerzyk i ciach, wystarczy tylko przeżuwać. A takimi treściami można zabłysnąć na jakiejś prywatce, lekcji wychowawczej czy historii muzyki, albo nawet na rodzinnym obiedzie. Dlaczego by się ograniczać? Powracając do tematu, zajrzymy razem do świata muzyka.
Przed Państwem wspomnienia Giovanniego Andrei Bontempiego, włoskiego śpiewaka (kastrata), kompozytora, historyka i kapelmistrza w Dreźnie, urodzony w 1624, zmarł w 1705, czyli dawno.
W książce Danuty Gwizdalanki Symfonia na 444 głosy (gorąco polecam) możemy przeczytać o dniu młodego muzyka w siedemnastowiecznym Rzymie. Przyznacie, że metoda zanurzenia, w stylu nurkowanie na głębokie wody.
PRZEDPOŁUDNIE
Rzymskie szkoły zobowiązywały swoich uczniów do poświęcania każdego dnia: godziny na śpiewanie trudnych i niewygodnych rzeczy, by zdobyć w tym doświadczenie; następnej godziny na ćwiczenie trylów; kolejnej na koloraturę, potem na naukę literatury, a jeszcze następnej godziny na doskonalenie i ćwiczenie śpiewu pod kontrolą nauczyciela przed lustrem, by wdrożyć się do śpiewu bez zbędnej gestykulacji całego ciała, grymasów czoła, brwi lub ust. Na tym schodziło przedpołudnie.
POPOŁUDNIE
Po południu pół godziny poświęcano na naukę teorii, następne pół godziny na naukę kontrapunktu [śpiewanego] do cantus firmus, a potem godzinę na zapisywanie owych ćwiczeń kontrapunktycznych w kajecie.
POTEM
Potem następowała godzina literatury, a reszta dnia upływała na ćwiczeniu gry na klawesynie, komponowaniu psalmu, motetu, canzonetty lub jakiejś kołysanki, w zależności od talentu.
Takie ćwiczenia były zasadą w dniach, gdy nie opuszczało się domu. Ćwiczenia poza domem często polegały na tym, że szło się za bramę Porta Angelica, u stóp Monte Mario, by śpiewać i słuchać echa, tak aby móc ocenić własny głos. Poznawało się także prawie wszystkie rodzaje muzyki wykonywanej w rzymskich kościołach, słuchając wspaniałych śpiewaków, którzy występowali często za pontyfikatu Urbana VIII. Po powrocie do domu zdawało się z tego relację nauczycielowi. On zaś, chcąc by uczniowie lepiej to zapamiętali, tłumaczył im, wszystko jak należy i udzielał pożytecznych wskazówek. Tak przebiegała nauka w szkole muzycznej, do jakiej uczęszczaliśmy w Rzymie u Virgilio Mazzocchiego, wspaniałego nauczyciela i kapelmistrza u Świętego Piotra.
Co wy na to? Mnie najbardziej podoba się opcja ze słuchaniem echa i różnych rodzajów muzyki, po to, by poszerzać horyzonty i wiedzieć, co w trawie piszczy.
Taki opis dnia młodego muzyka pokazuje mi jedno, by być naprawdę dobrym w swoim fachu, trzeba pracować nad tym, co może być niewygodne i poświęcić na to dużo czasu, by były efekty. Ważny jest też ogólnomuzyczny rozwój i tworzenie, a co więcej inspiruj się innymi znakomitymi muzykami!
Zobacz więcej wpisów:
Dzień jak, co dzień.
Życie muzyka jest usłane różnymi wyzwaniami. (Chociaż każdy by wolał wersję z różami!)
Trzeba się porządnie zorganizować, żeby znaleźć czas na ćwiczenie i doskonalenie swoich umiejętności. Czy jest jakiś jednolity przepis na sukces? Wydaję mi się, że nie do końca, ale warto przyjrzeć się różnym sytuacjom w historii istnienia muzyki. Jak ludzie kiedyś traktowali granie na instrumencie? I czy odpowiadałby wam taki sposób edukacji? Można powiedzieć, że metoda zanurzenia na fulla, powinna działać, co najmniej tak dobrze, jak w nauce języków? Nie wiem, ciężko powiedzieć, bo nie ma opcji, aby przenieść się do baroku. Chyba że uruchomcie wyobraźnię i zaczytacie się w ten tekst i dacie znać, co myślcie.
Jeszcze chwila, chyba że niecierpliwie pominęliście ten akapit i ciach, już czytacie kolejny. To mogę napisać tutaj cokolwiek (muahahaha). Chcę jeszcze tylko dodać, że warto zaglądać do tej sekcji Z ŻYCIA MUZYKA, ponieważ wiele można nauczyć się z innych historii i pięknie poszerzyć swoje horyzonty. Ułatwienie jest takie, że ja się zaczytuję w różnych książkach i podaję Wam już ładnie wypieczone z piekarnika na tacy, od razu na talerzyk i ciach, wystarczy tylko przeżuwać. A takimi treściami można zabłysnąć na jakiejś prywatce, lekcji wychowawczej czy historii muzyki, albo nawet na rodzinnym obiedzie. Dlaczego by się ograniczać? Powracając do tematu, zajrzymy razem do świata muzyka.
Przed Państwem wspomnienia Giovanniego Andrei Bontempiego, włoskiego śpiewaka (kastrata), kompozytora, historyka i kapelmistrza w Dreźnie, urodzony w 1624, zmarł w 1705, czyli dawno.
W książce Danuty Gwizdalanki Symfonia na 444 głosy (gorąco polecam) możemy przeczytać o dniu młodego muzyka w siedemnastowiecznym Rzymie. Przyznacie, że metoda zanurzenia, w stylu nurkowanie na głębokie wody.
PRZEDPOŁUDNIE
Rzymskie szkoły zobowiązywały swoich uczniów do poświęcania każdego dnia: godziny na śpiewanie trudnych i niewygodnych rzeczy, by zdobyć w tym doświadczenie; następnej godziny na ćwiczenie trylów; kolejnej na koloraturę, potem na naukę literatury, a jeszcze następnej godziny na doskonalenie i ćwiczenie śpiewu pod kontrolą nauczyciela przed lustrem, by wdrożyć się do śpiewu bez zbędnej gestykulacji całego ciała, grymasów czoła, brwi lub ust. Na tym schodziło przedpołudnie.
POPOŁUDNIE
Po południu pół godziny poświęcano na naukę teorii, następne pół godziny na naukę kontrapunktu [śpiewanego] do cantus firmus, a potem godzinę na zapisywanie owych ćwiczeń kontrapunktycznych w kajecie.
POTEM
Potem następowała godzina literatury, a reszta dnia upływała na ćwiczeniu gry na klawesynie, komponowaniu psalmu, motetu, canzonetty lub jakiejś kołysanki, w zależności od talentu.
Takie ćwiczenia były zasadą w dniach, gdy nie opuszczało się domu. Ćwiczenia poza domem często polegały na tym, że szło się za bramę Porta Angelica, u stóp Monte Mario, by śpiewać i słuchać echa, tak aby móc ocenić własny głos. Poznawało się także prawie wszystkie rodzaje muzyki wykonywanej w rzymskich kościołach, słuchając wspaniałych śpiewaków, którzy występowali często za pontyfikatu Urbana VIII. Po powrocie do domu zdawało się z tego relację nauczycielowi. On zaś, chcąc by uczniowie lepiej to zapamiętali, tłumaczył im, wszystko jak należy i udzielał pożytecznych wskazówek. Tak przebiegała nauka w szkole muzycznej, do jakiej uczęszczaliśmy w Rzymie u Virgilio Mazzocchiego, wspaniałego nauczyciela i kapelmistrza u Świętego Piotra.
Co wy na to? Mnie najbardziej podoba się opcja ze słuchaniem echa i różnych rodzajów muzyki, po to, by poszerzać horyzonty i wiedzieć, co w trawie piszczy.
Taki opis dnia młodego muzyka pokazuje mi jedno, by być naprawdę dobrym w swoim fachu, trzeba pracować nad tym, co może być niewygodne i poświęcić na to dużo czasu, by były efekty. Ważny jest też ogólnomuzyczny rozwój i tworzenie, a co więcej inspiruj się innymi znakomitymi muzykami!









