Uwaga na muzyce #6
Śpiewa na lekcji muzyki.
uwaga do dzienniczka, kl. IVb, SP
Muzyka w polskiej edukacji, to żarty party, nie da się tego lepiej sklasyfikować… Oczywiście od razu zwracam honor tym, którzy robią wielką edukacyjną rewolucję w publicznych szkołach, ale ze swoich doświadczeń i rodzinnych opowieści, nie wydaję mi się, żeby zmiany były blisko.
Co mam na myśl? Rozbudzanie pasji do słuchania, muzykowania, pobudzania wyobraźni, może śpiewania czy grania na jakimś instrumencie…
Z jednej strony rozumiem, że najstarsza polska pieśń Oj chmielu, chmielu to istotny element polskiej kultury, ogniskowe piosenki lub trochę patriotycznych nut, ale ludzie złoci… dlaczego przedmiot, który powinien pomóc dzieciakom w szkole właśnie się rozwinąć, naraża ich na niepotrzebne stresy, wyśmiewanie, czy nienawiść do muzyki…
Pamiętam jak dzisiaj, w gimnazjum każdy stawał pod ścianą, i miał zaśpiewać zwrotkę Gdybym ja była słoneczkiem na niebie… innym razem Legiony to, a innym O mój rozmarynie. Nie przypominam sobie, żeby te zajęcia kiedykolwiek kogoś zachęciły do tego, że muzyka to fajna sprawa… Oczywiście jeśli ktoś po szkole się interesował muzyką, grał na gitarze, śpiewał itd, to szkolna muzyka w zasadzie była mu zbędna…
do tego stopnia, że jak moja siostra miała zajęcia w Szkole Muzycznej i uwaga, uwaga miała się zwolnić z muzyki, żeby zdążyć, to prostu pani od muzyki robiła z tego powodu problemy.
Znam historię, gdzie nauczycielka muzyki gnębi chłopca, bo nie zdążył z pamięci w tempie ekspresowym spisać hymnu polski…
Mój kolega w czwartej klasie szkoły podstawowej dostał uwagę, za to, że śpiewa na lekcji muzyki…
Muzyka czy plastyka to powinny być najfajniejsze zajęcia w szkole, tak przynajmniej sobie myślę. Zamiast tego często widzimy przeabninocjonowanych nauczycieli z jakimś poczuciem kompleksu, że jeszcze pokażą wszystkim jaki to istotny przedmiot. Utrą nosa wszystkim, którzy nie chcą śpiewać pod ścianą i kuć na pamięć jakiejś notki o Bachu… A jak ktoś nie będzie traktować poważnie, tego poważnego przedmiotu to na poważnie dostanie pałera. I na poważnie nigdy nie pójdzie do filharmonii, ani na koncert i będzie myśleć, że fałszuje, bo na muzyce chłopaki się śmiali jak śpiewał, że chce być słoneczkiem na niebie i do dzisiaj ma ksywę słoneczko. Tylko, że różnica jest taka, że gaśnie… muzyczna nadzieja, do tego, że muzyka jednak rozświetla.
Wiem, że są kochani nauczyciele, moja była nauczycielka skrzypiec, uczy muzyki i uczniowie ją kochają, kiedy raz byłam zagrać u niej na zajęciach na fagcoie, to było super, nigdy nie rozdałam tylu autografów.
Dzisiaj jednak taka odezwa do pedagogów, którzy czują, że ich uczniowe się nie nadają, nie potrafią i niby jak nauczyć czegokolwiek to pokolenie. Wasz przedmiot ma znaczenie, muzyka może otworzyć ich umysły na wielki i piękny świat, może rozkochać ich w dźwiękach, nastawić na kreatywne myślenie i twórczość. Nigdy się to jednak nie stanie, jeśli na lekcji muzyki, będzie uwaga za śpiewanie, a ponad wszystkim będzie liczyć się zaliczony sprawdzian z pierwiastków muzycznych, potem ośmioboju pieśni patriotycznej, czy rozkładu orkiestry, bez jakiekolwiek pasji do muzyki… ta wiedza będzie dla nich bezużyteczna.
Cały mój dzisiejszy wywód to bardzo uogólnione wnioski, wręcz stereotypowe, nawet nie wiem czy przyniosły ulgę mojej frustracji… jednak wylewam te gorzkie żale…może komuś ulży, że to nie tak, że nikt nie widzi tych paradoksów…
Zobacz więcej wpisów:
Uwaga na muzyce #6
Śpiewa na lekcji muzyki.
uwaga do dzienniczka, kl. IVb, SP
Muzyka w polskiej edukacji, to żarty party, nie da się tego lepiej sklasyfikować… Oczywiście od razu zwracam honor tym, którzy robią wielką edukacyjną rewolucję w publicznych szkołach, ale ze swoich doświadczeń i rodzinnych opowieści, nie wydaję mi się, żeby zmiany były blisko.
Co mam na myśl? Rozbudzanie pasji do słuchania, muzykowania, pobudzania wyobraźni, może śpiewania czy grania na jakimś instrumencie…
Z jednej strony rozumiem, że najstarsza polska pieśń Oj chmielu, chmielu to istotny element polskiej kultury, ogniskowe piosenki lub trochę patriotycznych nut, ale ludzie złoci… dlaczego przedmiot, który powinien pomóc dzieciakom w szkole właśnie się rozwinąć, naraża ich na niepotrzebne stresy, wyśmiewanie, czy nienawiść do muzyki…
Pamiętam jak dzisiaj, w gimnazjum każdy stawał pod ścianą, i miał zaśpiewać zwrotkę Gdybym ja była słoneczkiem na niebie… innym razem Legiony to, a innym O mój rozmarynie. Nie przypominam sobie, żeby te zajęcia kiedykolwiek kogoś zachęciły do tego, że muzyka to fajna sprawa… Oczywiście jeśli ktoś po szkole się interesował muzyką, grał na gitarze, śpiewał itd, to szkolna muzyka w zasadzie była mu zbędna…
do tego stopnia, że jak moja siostra miała zajęcia w Szkole Muzycznej i uwaga, uwaga miała się zwolnić z muzyki, żeby zdążyć, to prostu pani od muzyki robiła z tego powodu problemy.
Znam historię, gdzie nauczycielka muzyki gnębi chłopca, bo nie zdążył z pamięci w tempie ekspresowym spisać hymnu polski…
Mój kolega w czwartej klasie szkoły podstawowej dostał uwagę, za to, że śpiewa na lekcji muzyki…
Muzyka czy plastyka to powinny być najfajniejsze zajęcia w szkole, tak przynajmniej sobie myślę. Zamiast tego często widzimy przeabninocjonowanych nauczycieli z jakimś poczuciem kompleksu, że jeszcze pokażą wszystkim jaki to istotny przedmiot. Utrą nosa wszystkim, którzy nie chcą śpiewać pod ścianą i kuć na pamięć jakiejś notki o Bachu… A jak ktoś nie będzie traktować poważnie, tego poważnego przedmiotu to na poważnie dostanie pałera. I na poważnie nigdy nie pójdzie do filharmonii, ani na koncert i będzie myśleć, że fałszuje, bo na muzyce chłopaki się śmiali jak śpiewał, że chce być słoneczkiem na niebie i do dzisiaj ma ksywę słoneczko. Tylko, że różnica jest taka, że gaśnie… muzyczna nadzieja, do tego, że muzyka jednak rozświetla.
Wiem, że są kochani nauczyciele, moja była nauczycielka skrzypiec, uczy muzyki i uczniowie ją kochają, kiedy raz byłam zagrać u niej na zajęciach na fagcoie, to było super, nigdy nie rozdałam tylu autografów.
Dzisiaj jednak taka odezwa do pedagogów, którzy czują, że ich uczniowe się nie nadają, nie potrafią i niby jak nauczyć czegokolwiek to pokolenie. Wasz przedmiot ma znaczenie, muzyka może otworzyć ich umysły na wielki i piękny świat, może rozkochać ich w dźwiękach, nastawić na kreatywne myślenie i twórczość. Nigdy się to jednak nie stanie, jeśli na lekcji muzyki, będzie uwaga za śpiewanie, a ponad wszystkim będzie liczyć się zaliczony sprawdzian z pierwiastków muzycznych, potem ośmioboju pieśni patriotycznej, czy rozkładu orkiestry, bez jakiekolwiek pasji do muzyki… ta wiedza będzie dla nich bezużyteczna.
Cały mój dzisiejszy wywód to bardzo uogólnione wnioski, wręcz stereotypowe, nawet nie wiem czy przyniosły ulgę mojej frustracji… jednak wylewam te gorzkie żale…może komuś ulży, że to nie tak, że nikt nie widzi tych paradoksów…









