Skrzypcowa wirtuozka #2
Jakiś czas po moim muzycznym manifeście i braku sympatii do fortepianu i klawiszopodobnych instrumentów spotkałam się z moim muzycznym marzeniem… SKRZYPCAMI!
Jakiś czas po moim muzycznym manifeście i braku sympatii do fortepianu i klawiszopodobnych instrumentów spotkałam się z moim muzycznym marzeniem… SKRZYPCAMI!
Otóż okazało się, że we wsi (bo mieszkaliśmy na wsi, nie powiem jakiej, żeby wierni fani nie robili pielgrzymek) była pewna pani, która w swej karierze miała skrzypcowy epizod. W ramach pedagogicznego przygotowania musiała chwile pograć na różnych instrumentach w tym pakiecie były skrzypce (i keyboard, ale o tym później). Więc wybrałyśmy się z mamą do niej na wizytę, żeby rozpocząć muzyczną przygodę. Okazało się dość szybko, że wykonawstwo tej pani, od muzyki, której słuchałam na płytach było delikatnie w innej estetyce. Moja pierwsza dziecięca myśl “Na płycie brzmiało inaczej”.
Po krótkiej prelekcji pojawiło się pytanie… grać czy nie grać? Innej nauczycielki w promieniu 40 km nie było, więc lepszy rydz niż nic. Grać!
Lekcje nie odbywały się u mnie w domu, ale może dlatego, że nigdy u nas nie grał cały czas telewizor i jakbym miała muzykować bez akompaniamentu?
Niestety nie byłam na tyle obrotna, by przy grającym telewizorze w tle odpowiednio słuchać i wytrzymać stania z przy dużymi skrzypcami, nie ukrywam trochę byłam zawiedziona.
Ale w tym wszystkim było światełko w tuneli. Dostałam skrzypce mej nauczycielki do domu i kilka praktycznych wskazówek. Wspaniałe ćwiczenie, które mogło mylić mieszkańców wsi, że nadjeżdża karetka. Przesuwanie palcem po gryfie i w tym czasie prowadzenie smyczkiem po strunach, co w efekcie daje bardzo piękny dźwięczny GLISS.
Ćwiczenie glissów było moim ulubionym i chyba jedynym jakie pamiętam z tych zajęć. Co ciekawe te wspaniałe podjazdy sprawiały, że wierzyłam że jest dla mnie skrzypcowa nadzieja,splendor i muzyczna kariera. Nie wiele było mi trzeba i kiedy brałam skrzypki (zapewne rozstrojone) otwierałam okno i dawałam popis siły. Grałam co popadnie wplatając w to dobrze wyćwiczone glissy.
Niestety z różnych przyczyn zrezygnowałam ze skrzypcowej wiejskiej kariery. Nie żałuje, że mogłam sobie pofreestylować wspominam to wręcz mistycznie.
Zobacz więcej wpisów:
Skrzypcowa wirtuozka #2
Jakiś czas po moim muzycznym manifeście i braku sympatii do fortepianu i klawiszopodobnych instrumentów spotkałam się z moim muzycznym marzeniem… SKRZYPCAMI!
Jakiś czas po moim muzycznym manifeście i braku sympatii do fortepianu i klawiszopodobnych instrumentów spotkałam się z moim muzycznym marzeniem… SKRZYPCAMI!
Otóż okazało się, że we wsi (bo mieszkaliśmy na wsi, nie powiem jakiej, żeby wierni fani nie robili pielgrzymek) była pewna pani, która w swej karierze miała skrzypcowy epizod. W ramach pedagogicznego przygotowania musiała chwile pograć na różnych instrumentach w tym pakiecie były skrzypce (i keyboard, ale o tym później). Więc wybrałyśmy się z mamą do niej na wizytę, żeby rozpocząć muzyczną przygodę. Okazało się dość szybko, że wykonawstwo tej pani, od muzyki, której słuchałam na płytach było delikatnie w innej estetyce. Moja pierwsza dziecięca myśl “Na płycie brzmiało inaczej”.
Po krótkiej prelekcji pojawiło się pytanie… grać czy nie grać? Innej nauczycielki w promieniu 40 km nie było, więc lepszy rydz niż nic. Grać!
Lekcje nie odbywały się u mnie w domu, ale może dlatego, że nigdy u nas nie grał cały czas telewizor i jakbym miała muzykować bez akompaniamentu?
Niestety nie byłam na tyle obrotna, by przy grającym telewizorze w tle odpowiednio słuchać i wytrzymać stania z przy dużymi skrzypcami, nie ukrywam trochę byłam zawiedziona.
Ale w tym wszystkim było światełko w tuneli. Dostałam skrzypce mej nauczycielki do domu i kilka praktycznych wskazówek. Wspaniałe ćwiczenie, które mogło mylić mieszkańców wsi, że nadjeżdża karetka. Przesuwanie palcem po gryfie i w tym czasie prowadzenie smyczkiem po strunach, co w efekcie daje bardzo piękny dźwięczny GLISS.
Ćwiczenie glissów było moim ulubionym i chyba jedynym jakie pamiętam z tych zajęć. Co ciekawe te wspaniałe podjazdy sprawiały, że wierzyłam że jest dla mnie skrzypcowa nadzieja,splendor i muzyczna kariera. Nie wiele było mi trzeba i kiedy brałam skrzypki (zapewne rozstrojone) otwierałam okno i dawałam popis siły. Grałam co popadnie wplatając w to dobrze wyćwiczone glissy.
Niestety z różnych przyczyn zrezygnowałam ze skrzypcowej wiejskiej kariery. Nie żałuje, że mogłam sobie pofreestylować wspominam to wręcz mistycznie.










